Syndrom oszusta: co to jest i jak sobie z nim radzić

Syndrom oszusta to poczucie, że sukces jest przypadkiem i zaraz ktoś to odkryje. Zobacz sygnały, źródła i 6 kroków, co z tym zrobić.
Syndrom oszusta: pięć typowych sygnałów, od przypisywania sukcesu przypadkowi po kolejny kurs zamiast działania

Spis treści

  • Syndrom oszusta to poczucie, że twój sukces jest przypadkiem, a inni zaraz odkryją, że brakuje ci kompetencji, które ci przypisują. Pojawia się mimo obiektywnych osiągnięć.
  • To nie jest diagnoza ani choroba. Pauline Clance i Suzanne Imes opisały go w 1978 roku jako „fenomen”, czyli wzorzec myślenia.
  • Dotyka głównie ludzi ambitnych, którzy mierzą swoją wartość wynikami.
  • Nie znika po kolejnym sukcesie. Słabnie, gdy oddzielasz uczucie od faktów i budujesz poczucie wartości niezależne od wyniku.

Dostajesz awans, pochwałę albo nowego klienta, a w głowie zamiast radości pojawia się myśl: „To pomyłka. Zaraz się wyda”. Tak najczęściej wygląda syndrom oszusta. W tym tekście wyjaśniam, czym jest, po czym go poznać i dlaczego kolejny sukces go nie usuwa. Na końcu znajdziesz 6 kroków i ćwiczenie, do którego warto wracać.

Syndrom oszusta: co to jest?

Syndrom oszusta to przekonanie, że na swoje osiągnięcia się nie zasłużyło. Osoba, która go doświadcza, przypisuje sukces szczęściu, znajomościom albo temu, że inni się pomylili. Jednocześnie żyje w napięciu, że ktoś w końcu odkryje prawdę.

Zjawisko opisały psycholożki Pauline Clance i Suzanne Imes w 1978 roku. Badały kobiety, które odnosiły wyraźne sukcesy zawodowe i naukowe, a mimo to czuły się „intelektualnymi oszustkami” (Clance i Imes, 1978). Warto zauważyć jedno słowo. Autorki pisały o „fenomenie”, a nie o „syndromie”. Nazwa „syndrom oszusta” przyjęła się później w języku potocznym.

Dlatego najważniejsza informacja na start brzmi tak: to nie jest diagnoza. Syndromu oszusta nie ma w klasyfikacjach chorób DSM ani ICD. To nazwa dla sposobu myślenia, który bywa bardzo męczący, jednak nie oznacza, że coś jest z tobą zepsute.

Po czym poznać syndrom oszusta?

Syndrom oszusta rzadko mówi wprost. Częściej ukrywa się w drobnych reakcjach, które z zewnątrz wyglądają na skromność albo pracowitość. Oto najczęstsze sygnały:

  • Sukces tłumaczysz przypadkiem. „Miałem szczęście”, „trafiłam na dobry moment”, „oni po prostu nie mieli lepszego kandydata”.
  • Boisz się zdemaskowania. Każde nowe zadanie traktujesz jak egzamin, po którym wszyscy zobaczą, że nie umiesz.
  • Nadrabiasz pracą. Przygotowujesz się trzy razy dłużej niż inni, bo tylko tak czujesz, że „zasługujesz”.
  • Pochwała uwiera. Zamiast powiedzieć „dziękuję”, od razu wymieniasz, co poszło nie tak.
  • Uciekasz w kolejny kurs. Wydaje ci się, że jeszcze jedno szkolenie w końcu da prawo, żeby czuć się kompetentnie.

Pojedynczy sygnał niczego nie przesądza. Natomiast jeśli rozpoznajesz kilka z nich naraz i to od dawna, prawdopodobnie znasz ten mechanizm z własnego życia.

Kogo dotyczy syndrom oszusta?

Paradoks polega na tym, że syndrom oszusta dotyka głównie ludzi, którzy coś osiągają. Osoba bez ambicji nie boi się, że ktoś odkryje jej niekompetencję, bo niczego nie musi udowadniać. Natomiast ktoś, kto awansuje, prowadzi firmę albo wchodzi w nową rolę, ma co tracić.

W wyszukiwarce ludzie najczęściej pytają o syndrom oszusta w pracy, w nowej pracy, w biznesie i w branży IT. To nie przypadek. Najsilniej odzywa się tam, gdzie poprzeczka idzie w górę szybciej, niż rośnie doświadczenie. Przede wszystkim po awansie, po zmianie branży i po pierwszym dużym sukcesie.

Pomaga tu też teoria porównań społecznych Leona Festingera z 1954 roku. Gdy brakuje obiektywnych miar, oceniamy się, porównując z innymi (Festinger, 1954). Problem w tym, że od innych widzimy tylko efekty, a od siebie cały chaos, wątpliwości i potknięcia. W efekcie porównanie prawie zawsze wypada na naszą niekorzyść.

Okładka książki Autentyczna Siła

Ten mechanizm opisuję szerzej w książce „Autentyczna Siła”. Pierwszy rozdział możesz przeczytać za darmo →

Skąd się bierze syndrom oszusta? Kruchy fundament

W książce „Autentyczna Siła” nie używam określenia „syndrom oszusta”. Opisuję jednak mechanizm, który jest jego bliskim krewnym: budowanie poczucia własnej wartości wyłącznie na wynikach.

Kiedy pracowałem w call center, wszystko było jasno mierzalne. Robiłeś liczby albo nie. Bardzo szybko wszedłem w ten tryb. Pojawiły się rekordy, awanse i reputacja kogoś, kto osiąga cele. Z zewnątrz wyglądało to jak stabilny postęp. Jednak w środku działało coś innego.

„Moje kompetencje rosły, ale fundament pozostawał kruchy.”Oskar Litwin, „Autentyczna Siła”

Zamiast odporności miałem tolerancję na stres. Zamiast granic miałem zaciskanie zębów. Kiedy firma się zamknęła, wynik przestał mieć znaczenie, a umiejętności nie ochroniły mnie przed chaosem. Zostałem z pytaniem, czy potrafię pozostać sobą, gdy znika to, co mnie niosło.

Tak samo działa syndrom oszusta. Jeśli wartość opiera się tylko na wyniku, każdy wynik trzeba bez końca potwierdzać. Każda nowa sytuacja staje się zagrożeniem, bo może pokazać, że „to była tylko pozycja, a nie ja”. Dlatego kolejne osiągnięcia nie uspokajają. Podnoszą raczej stawkę.

Dlaczego kolejny sukces nie leczy syndromu oszusta?

Wiele osób liczy, że po następnym awansie, certyfikacie albo rekordzie poczują się w końcu na miejscu. Tymczasem syndrom oszusta zwykle przenosi się razem z nimi na wyższe piętro. Zmienia się tylko scenografia.

W książce opisuję to jako zasadę lustra. Ludzie reagują nie na nasze deklaracje, ale na postawę, z której działamy:

„Jeśli wewnętrznie nie wierzysz, że jesteś wystarczający bez wyniku, będziesz emanował napięciem – tłumaczył się, nadrabiał, grał rolę, próbował zasłużyć.”Oskar Litwin, „Autentyczna Siła”

To właśnie jest codzienność syndromu oszusta: tłumaczenie się, nadrabianie i granie roli. Sukces tego nie zmieni, ponieważ nie dotyka źródła. Zmienić może to dopiero inny fundament, czyli poczucie wartości, które nie zależy od ostatniego wyniku. Więcej o tym piszę w tekście o tym, czym jest poczucie własnej wartości i jak je budować.

Wskazówka: kiedy łapiesz się na myśli „zaraz się wyda”, zapytaj: „Co konkretnie miałoby się wydać?”. Zwykle odpowiedź jest dużo mniejsza niż lęk. Najczęściej chodzi o to, że czegoś jeszcze nie wiesz, a to normalna część każdej nowej roli.

Syndrom oszusta a pokora i perfekcjonizm

Syndrom oszusta łatwo pomylić z pokorą. Obie postawy brzmią podobnie, jednak prowadzą w zupełnie inne miejsca.

PokoraSyndrom oszusta
Przyjmuje sukces i widzi, czego jeszcze brakujeOdrzuca sukces i tłumaczy go przypadkiem
Chętnie pyta i uczy się od innychBoi się pytać, bo pytanie „zdradzi” niewiedzę
Przyjmuje pochwałę zwykłym „dziękuję”Pochwałę od razu zbija listą błędów
Pozwala działać mimo niepewnościKaże czekać, aż będzie się „gotowym”

Syndrom oszusta często chodzi też w parze z perfekcjonizmem. Jeśli poprzeczka stoi na poziomie „bezbłędnie”, każdy drobny błąd wygląda jak dowód, że jest się oszustem. Do tego dochodzi lęk przed oceną. O tym, dlaczego inni zauważają nas rzadziej, niż się wydaje, piszę w tekście o tym, jak pokonać lęk przed oceną.

Jak sobie radzić z syndromem oszusta: 6 kroków

Nie ma jednego triku, który wyłączy syndrom oszusta. Są natomiast proste kroki, które z czasem zmieniają relację z własnymi osiągnięciami.

  1. Nazwij to. Samo powiedzenie „to syndrom oszusta, a nie fakt” tworzy odrobinę dystansu. Uczucie nadal jest, jednak przestaje być wyrocznią.
  2. Oddziel uczucie od faktów. „Czuję, że się nie nadaję” to uczucie. „Projekt oddałem w terminie i klient go przyjął” to fakt. Zapisuj jedno i drugie osobno.
  3. Zbieraj dowody, a nie pochwały. W książce piszę, że pewność siebie bierze się z dowodów: małych, powtarzalnych faktów. Takie dowody działają lepiej niż czyjeś słowa, bo trudniej je zbagatelizować.
  4. Zadaj pytanie, którego się boisz. Syndrom oszusta karmi się ukrywaniem niewiedzy. Jedno pytanie na spotkaniu pokazuje zwykle, że świat się od tego nie wali.
  5. Przyjmij pochwałę jednym słowem. Powiedz „dziękuję” i nic więcej. Bez „ale”, bez listy błędów. To trudniejsze, niż brzmi, i dlatego warto to ćwiczyć.
  6. Mów do siebie jak do kolegi. Metaanaliza MacBetha i Gumleya z 2012 roku pokazała, że wyższe współczucie wobec siebie wiąże się z niższym poziomem lęku i stresu (MacBeth i Gumley, 2012). To korelacja, a nie dowód przyczynowy. Mimo to surowy ton wobec siebie rzadko komuś pomógł.

Te kroki działają najlepiej razem z działaniem. Syndrom oszusta lubi przekonywać, że najpierw trzeba się poczuć kompetentnie, a dopiero potem ruszyć. Tymczasem jest odwrotnie. Właśnie dlatego tak ważna jest pewność siebie budowana po działaniu, a nie przed nim.

Ćwiczenie na syndrom oszusta: audyt przypisań

Ćwiczenie: zrób „audyt przypisań”. Weź kartkę i podziel ją na trzy kolumny. Najpierw w pierwszej wypisz pięć rzeczy, które w ostatnich latach naprawdę się udały. Następnie w drugiej zapisz, jak zwykle je tłumaczysz, na przykład „miałem szczęście” albo „to nic takiego”. Na koniec w trzeciej dopisz, co konkretnie stało za tym po twojej stronie: ile godzin, jakie decyzje, jakie rozmowy. Potem przeczytaj trzecią kolumnę na głos. To twój bank dowodów, o którym piszę w książce. Wracaj do niego przed każdą sytuacją, w której odzywa się syndrom oszusta.

Syndrom oszusta w pracy i w biznesie

W pracy syndrom oszusta najczęściej pojawia się po awansie i w nowej firmie. Pierwsze miesiące w nowej roli to czas, kiedy obiektywnie wiesz mniej niż za rok. To nie jest dowód oszustwa, tylko zwykły etap uczenia się. Pomaga umówienie się z przełożonym na regularną informację zwrotną. Dzięki temu zamiast zgadywać, co myślą inni, masz dane.

W biznesie wygląda to trochę inaczej. Przedsiębiorca nie ma szefa, który powie, że jest dobrze. Zamiast tego są liczby, które raz rosną, a raz spadają. Jeśli poczucie wartości jest do nich przyklejone, każdy słabszy miesiąc wygląda jak dowód, że „to wszystko było przypadkiem”. Dlatego warto oddzielać wynik firmy od oceny siebie jako człowieka.

Ten sam mechanizm prowadzi też do odkładania ważnych spraw. Steel w metaanalizie z 2007 roku wskazał niską wiarę we własną skuteczność jako jeden z najsilniejszych predyktorów odkładania zadań (Steel, 2007). Jeśli boisz się, że zadanie cię „zdemaskuje”, łatwo je przesuwać w nieskończoność. Więcej o tym przeczytasz w tekście o tym, jak przestać prokrastynować.

Od czego zacząć już dziś?

Syndrom oszusta nie zniknie po jednej decyzji. Możesz jednak dziś zrobić pierwszy krok: nazwać go, kiedy się pojawi, i dopisać jeden fakt do swojego banku dowodów. Taki krok wydaje się mały, ale to właśnie z takich kroków powstaje fundament, który nie zależy od kolejnego wyniku.

W „Autentycznej Sile” piszę, że wiedza zaczyna działać dopiero wtedy, gdy przekłada się na decyzje. Jeśli chcesz zobaczyć, skąd bierze się mechanizm ucieczki w przygotowania i ciągłe „jeszcze nie jestem gotowy”, przeczytaj pierwszy rozdział książki za darmo. A szerszy obraz tego, jak zmienić swoje życie, gdy wiedza nie wystarcza, znajdziesz w osobnym przewodniku. Inne teksty z tej serii są w kategorii o pewności siebie.

Ważne: ten tekst nie zastępuje pomocy specjalisty. Jeśli od dłuższego czasu czujesz się źle, porozmawiaj z psychologiem, psychoterapeutą lub lekarzem. W kryzysie zadzwoń pod 116 123 (telefon zaufania dla dorosłych) albo 112.

Najczęstsze pytania

Czy syndrom oszusta to choroba?

Nie. Syndrom oszusta nie jest diagnozą i nie ma go w klasyfikacjach chorób DSM ani ICD. To nazwa wzorca myślenia, w którym ktoś nie wierzy we własne osiągnięcia mimo obiektywnych dowodów.

Skąd się bierze syndrom oszusta?

Najczęściej z połączenia wysokich wymagań wobec siebie, poczucia wartości opartego na wynikach i wchodzenia w nowe role, w których brakuje jeszcze doświadczenia. Częściej dotyka osób ambitnych i odnoszących sukcesy niż tych, którym nie zależy.

Czy istnieje test na syndrom oszusta?

Badacze używają kwestionariusza CIPS opracowanego przez Pauline Clance. To narzędzie do badań i autorefleksji, a nie test diagnostyczny, więc wynik nie mówi, że coś jest z tobą nie tak.

Jak sobie radzić z syndromem oszusta w nowej pracy?

Nazwij to, co czujesz, i oddziel uczucie od faktów. Zbieraj konkretne dowody swoich działań, pytaj o informację zwrotną i pozwól sobie na okres uczenia się, bo w nowej roli niepewność jest normalna.

Czym różni się syndrom oszusta od pokory?

Pokora pozwala przyjąć sukces i jednocześnie widzieć, czego jeszcze się nie umie. Syndrom oszusta odrzuca sam sukces i tłumaczy go przypadkiem, szczęściem albo pomyłką innych.

Oskar Litwin
Oskar Litwin · autor „Autentycznej Siły”

Przedsiębiorca i mentor sprzedaży. W wieku 19 lat wyjechał z długami do Anglii, a dziś pomaga ludziom przejść od „wiem” do „robię”. Na tym blogu pisze o mechanizmach, które trzymają nas w miejscu, i o tym, co z nimi zrobić.